Bachelorette

Cześć Stylowe Kobietki!

Jak obiecałam jakiś czas temu, wstawiam post o moim najcudowniejszym na świecie panieńskim!

Moje dziewczyny są naprawdę przekochane i zorganizowały niesamowitą imprezę. Imprezę-nie-imprezę, czyli panieński w stylu spa, relaksu, odpoczynku na łonie natury. To było coś, o czym marzyłam. Jak wiecie, a może i nie, nie przepadam za imprezami w standardowym ich rozumieniu. Zdecydowanie wolę spokojniejsze spotkania, gdzie muzyką przewodnią jest jazz, prosecco i kawa zastępują wódkę a zamiast tłumu ludzi są tylko najbliżsi, z którymi można się powygłupiać. Tak też chciałam mieć urządzony panieński. Zależało mi przede wszystkim na chilloucie, bo bardzo mocno stresowałam się kwestiami związanymi z organizacją wesela. I ten chillout dostałam.  

Od piątku do niedzieli bawiłyśmy się ja i pięć moich druhen w pięknym domku w lesie nad jeziorem, gdzie miałyśmy wokół ciszę, spokój oraz relaksującą zieleń. Od rana do wieczora tańczyłyśmy, przebierałyśmy się, chodziłyśmy w piżamach, śpiewałyśmy, jadłyśmy, piłyśmy (nie mam wcale na myśli hektolitrów alkoholu) i dbałyśmy o siebie robiąc maseczki, masaże, etc. Nie kąpałyśmy się tylko w jeziorze, ponieważ było stosunkowo chłodno, ale szczerze mówiąc nie brakowało mi tego, bo zamiast jeziorka miałyśmy … kominek, dzięki któremu było bardzo przytulnie. Ponadto drugiego dnia dziewczyny przygotowały prawdziwe spa. Wysypały podłogę płatkami róż, przyniosły przedziwne przyrządy do masażu m.in. twarzy, głowy, zapaliły świeczki, zrobiły fondue… to wystarczyło mi do pełni szczęścia.

Nie ma co dalej pisać, po prostu było pięknie. Najlepiej, żebym Wam wszystko pokazała. Także zjedźcie w dół i zobaczcie.

I jak spodobał się Wam mój wieczór panieński? Wolicie standardowe imprezy czy takie nietuzinkowe? Czekam na Wasze odpowiedzi.

Do napisania Kochane,

MK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *