Sekrety mojej sukni

Witajcie Kochane!

Dzisiejszy post będzie głównie dla tych z Was, które są narzeczonymi i szykują swój ślub. Pokażę Wam na własnym przykładzie, jak zdobyć suknię ślubną marzeń nie wydając na nią fortuny. Mam nadzieję, że pomogę tym z Was, które nie mają przeznaczonej ogromnej ilości pieniędzy na swoją kreację, a chciałyby wyglądać nieziemsko i że zainspiruję Was wszystkie do niestandardowego poszukiwania własnej sukni.

Pisałyście mi, że jesteście zachwycone moją kreacją ślubną. Bardzo się cieszę, bo rzeczywiście taką ją sobie wymarzyłam. Pytałyście, w którym salonie ją kupiłam i za ile. Otóż muszę Wam powiedzieć, że suknia nie pochodzi z salonu, a łączna kwota, jaką dałam za jej kupno, czyszczenie i przeróbki nie przekroczyła nawet 1 tysiąca zł.   

Jak więc ją zdobyłam?

Otóż wypatrzyłam tę suknię na stronie internetowej brytyjskiej sieciówki Chi Chi London. Zachwyciła mnie od razu swoją prostotą i klasą. Wpisywała się niemalże perfekcyjnie w koncepcję sukni ślubnej, którą miałam w głowie od liceum. Do ideału brakowało jej kilku rzeczy, m.in. trenu, ale pomyślałam, że może mi te dodatki zrobić krawcowa. Oczywiście nie kupiłam sukni od razu, bo wiecie – jednak to nie profesjonalny salon, w dodatku przez internet niczego nie mogłam przymierzyć, sprawdzić materiału itd. Miałam już jednak jedną sukienkę z Chi Chi London kupioną kiedyś na bal, więc wiedziałam, że produkty z tego sklepu są dobre jakościowo, a firmowy rozmiar 36 leży na mnie jak ulał. Po długim namyśle i odwiedzeniu kilkunastu salonów, zamówiłam suknię z sieciówki. Kosztowała mnie – UWAGA – ok. 350 zł, więc jak na suknię ślubną była za darmo.

Suknia przyszła po ok. tygodniu. Okazało się, że jest sporo za długa, za luźna w pasie i nie podtrzymywała mi pewnych krągłości tak jak powinna. Oddałam ją więc do poprawek do jednego z najlepszych salonów sukien ślubnych, w jakich byłam (akurat to salon toruński, bo wówczas studiowałam w tym mieście i tam szukałam kreacji). Poprosiłam krawcową, żeby oprócz poprawek technicznych doszyła doczepiany do sukni tren, ożywiła gorset i rękawki nieco większą ilością koronki, zrobiła welon i parę innych rzeczy, o których już nie pamiętam. Miało być minimalistycznie, z klasą, trochę elegancko, ale jednak romantycznie.

Na końcowy efekt czekałam chyba ponad rok, ale to głównie dlatego, że zajęłam się szykowaniem sukni na długo przed ślubem i krawcowa mogła ją dopieszczać na spokojnie. Muszę Wam powiedzieć, że te poprawki kosztowały więcej niż sama suknia, ale przy efekcie jaki wyszedł to i tak niedużo. Suknia wyglądała pięknie. Byłam naprawdę zachwycona. Nikt nie chciał uwierzyć, że kosztowała mniej niż tysiąc złotych. Nie wiem czy wiecie, ale za taką suknię jak moja w salonie zapłaciłabym od około 3 do nawet 8 tys. zł. Jestem więc mega szczęściarą.

Wiele ryzykowałam. Sama płaciłam za suknię, a dla studentki to jednak był spory wydatek. Mogłam więc wydać pieniądze, poświęcić czas i nerwy na darmo. Czułam jednak, że muszę zrealizować swój pomysł. Żadna suknia w salonach nie spodobała mi się tak, jak ta z sieciówki. W dodatku mogłam zaoszczędzić sporo pieniędzy. Ponadto suknia ślubna była dla mnie na tyle ważną rzeczą, że postanowiłam spełnić moją wizję tej najpiękniejszej kreacji. Co najistotniejsze, oddałam sprawę Bogu, bo wierzę, że Bóg nawet w obiektywnie błahych, ale na dany moment istotnych dla nas sprawach pomaga. Wiedziałam, że będzie pilnował, bym nie zniszczyła tej sukni.

Tak więc wygląda historia mojej kreacji ślubnej. Jestem szczęśliwa, bo na weselu tańczyłam w sukni wartej dla mnie milion dolarów.

Już widziałyście moja suknię, ale pokażę Wam nieco więcej jej zdjęć. Zjedźcie na dół, żeby zobaczyć.

Jestem bardzo ciekawa, co sądzicie o sukni i o tym wszystkim, co napisałam. Mam nadzieję, że zainspirowałam Was do tego, by nie bać się eksperymentować z własną kreacją ślubną. Pamiętajcie jednak, że jeśli chcecie z tym poszaleć, to na długo przed Waszym wielkim dniem. Inaczej możecie się nie wyrobić z czasem.

Pozdrawiam Was i ściskam,

MK

4 thoughts on “Sekrety mojej sukni

  1. Chociaż nie przepadam za trenami, to muszę przyznać, że miałaś bardzo piękną suknię. I też jestem ciekawa, jak suknia wyglądała przed twoimi przeróbkami. Niecałe tysiąc złotych za kreację brzmi nierealistycznie, ale jak widać, jak się chce, to się potrafi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *