Tęsknota, stres, smutek

Kochane!

Bardzo Was przepraszam za moją dłuższą nieobecność tutaj. Skupiałam się na sesji, prawie jazdy, ślubie, praktykach … Trochę tego było. Część rzeczy ogarnęłam, więc już do Was wracam! Dziś podejmę niezbyt przyjemny, ale ważny temat – zaburzenia lękowe.

Problemy lękowe należą do zaburzeń psychicznych. Są bardzo trudne w leczeniu. Niektórym osobom do końca życia nie udaje się ich pozbyć. Na nieszczęście dotykają coraz większej ilości osób.

Według GUS (Głównego Urzędu Statystycznego) w 2016 r. zarejestrowanych w poradniach zaburzeń psychicznych i uzależnień od różnych substancji było 1 mln 600 tys. 502 Polaków. Około 30 proc. z nich zmagało się z chorobami na tle lękowym.

Dla mnie to przerażające. Czyżby nerwice, lękwice, zmartwice – jak zwał, tak zwał – były jakąś chorobą cywilizacyjną?  Wokół siebie widzę wielu markotnych ludzi. Otaczają się „modnym” towarzystwem i uśmiechają do selfie, by wstawić je zaraz na instagrama z podpisem #bestoftheday albo #happyme. Przez chwilę jest fajnie, bo ktoś da lajka, skomentuje. Potem zostają sami. Wracają do swoich zwykłych zajęć i starają się przetrwać dzień. Sami. Przetrwanie nie idzie im najlepiej. Nie ma ich kto pocieszyć, więc tłumią w sobie żale, stres, zdenerwowanie. To się kumuluje i wychodzi jakaś depresja.

Wiecie, ilu moich znajomych ma tego rodzaju problemy? Myślę, że w Waszych środowiskach też tak jest.

Piszę o tym, bo sama zmagam się ostatnio z bardzo kiepskim nastrojem. Od dłuższego czasu rzadziej widuję się z moim narzeczonym i może komuś wydawać się to śmieszne, głupie, ale naprawdę cierpię z tego powodu. Opanowanie tęsknoty na dłuższą metę mi nie wychodzi. Natomiast są rzeczy, które pomagają. Chcę Wam o nich napisać, bo może którejś z Was to pomoże. Długotrwałe, złe samopoczucie może prowadzić do choroby, więc warto na etapie samego obniżonego nastroju zadziałać profilaktycznie.

Pierwszą, podstawową kwestią, która pomaga zlikwidować negatywne myśli, jest relacja z Bogiem. Nie chodzi tu tylko o modlitwę. Trzeba ufać w to, że w życiu chrześcijanina nic nie dzieje się przypadkowo i tym samym ufać woli bożej. Bardzo ważne jest, by dziękować Panu Bogu za wszystko, co się dzieje. Wtedy nie ma czasu na płacze i rozmyślanie nad nie wiadomo czym. Trudne – fakt – ale warto próbować. Jeśli któraś z Was nie jest wierząca, szkoda bo ta osoba wiele traci.

Drugą rzeczą pomocną w walce ze smutkami są witaminy. Uważajcie na te sztucznie wytworzone. Ja biorę tylko naturalne np. z dzikiej róży czy aceroli. Sprawiają, że mój organizm lepiej funkcjonuje i po prostu czuję się zdrowiej. Chcę Wam tutaj szczególnie polecić korzeń maca. Jest to część niezwykłej, bogatej w rzadkie mikroelementy rośliny uprawianej w Andach. O niesamowitych właściwościach korzenia maca przeczytacie tu.

Bardzo przydatna w odstresowaniu się, wyrzucaniu smutków jest jeszcze aktywność fizyczna. Nie cierpię ćwiczyć, naprawdę. Niestety-stety to świetny sposób na poprawę mojego humoru. Hormony szczęścia rzeczywiście działają. Ruch pomaga mi również pokonywać bariery psychiczne. Jestem zmęczona, chcę się poddać, a tu proszę! Biegnę kolejne minuty. Później gdy przychodzi jakiś kryzys mówię sobie „Dam radę” i wytrzymuję. Myślę, że rozumiecie, o co chodzi.

Dobrze Kobietki, nie przedłużam już. W dzisiejszym wpisie to by było na tyle. Jestem bardzo ciekawa, co sądzicie o kwestii zaburzeń lękowych. Czy rzeczywiście z Waszego punktu widzenia są takim problemem? Napiszcie koniecznie w komentarzach!

Wiem, że niektóre z Was chciały zobaczyć więcej zdjęć z moim ukochanym. Specjalnie dla Was wstawiam parę tutaj.


Do napisania Kochane,

MS

10 thoughts on “Tęsknota, stres, smutek

  1. Doskonale wiem o czym mówisz, też tęsknię bardzo za swoim narzeczonym w dni, kiedy nie możemy się spotkać. 🙂 Wtedy pomaga mi znalezienie sobie jakiegoś zajęcia, czytam książki lub skupiam się na sobie (robię maseczki, dłuższą relaksująca kąpiel) albo uczę się na studia. 🙂 Dobrą sprawą jest też choć chwila rozmowy z ukochanym przed snem przez telefon, zawsze w dni kiedy się nie widzimy staramy się porozmawiać choć chwilę. To pomaga w zaśnięciu. 🙂

    1. Tak, znalezienie zajęcia to kluczowa sprawa. Nie wiem czy też tak masz, ale ja nawet gdy robię coś ważnego i próbuję się na tym skupić, myślę o moim Kamilu. Oczywiście nie myślę o Nim aż tak dużo, jak przy nic nierobieniu i użalaniu się nad sobą, więc tak czy owak robienie czegoś konkretnego pomaga :p Jest trudno, ale musimy przeżyć! Po ślubie będziemy mogły się nacieszyć naszymi facetami.

  2. Ten wpis jest śmieszny. Jak możesz porównywać CHOROBĘ psychiczną do „smutno mi, bo tęsknię za narzeczonym”? Zaburzenia lękowe to poważna choroba, którą leczy LEKARZ, a nie porady typu „pobiegaj” czy „pomódl się”… To poważny problem i naprawdę stawianie go na równi ze zwykłym smutkiem czy tęsknotą, czyli uczuciami których doświadcza każdy jest głupotą. Może na gorsze momenty faktycznie takie rady pomagają, ale nie na zaburzenia które wymagają kontaktu ze specjalistą 🙂 Choroby psychiczne to choroby jak każde inne i leczy je lekarz, aż dziwne że do innych chorób się tak nie podchodzi, bo myślę że osobom chorym np na niedoczynność tarczycy nie każesz pobiegać czy wziąć witaminki, tylko iść po leki 🙂

    1. Masz sporo racji w tym, co piszesz, ale nie rozumiem Twojego oburzenia. Myślę, że nie zrozumiałaś tego, o czym pisałam. W przypadku choroby niezbędna i pierwszorzędna jest pomoc lekarza. To nie podlega dyskusji. Natomiast w stadium przedchorobowym ważne jest wspomaganie swojego organizmu poprzez witaminy, sport etc. Smutek nie jest chorobą, ale może do niej prowadzić.
      Skąd wiesz, co przeżywam? Skąd wiesz, co przeżywałam, czy nie byłam chora, nie zmagałam się z nerwicą, depresją czy innym zaburzeniem lękowym? Skąd wiesz, czy ktoś z moich bliskich nie miał takiego problemu? A może faktycznie nie miałam do czynienia z chorobą? Nie wiesz tego. Proszę Cię więc o przemyślane dalsze komentarze.

  3. Czy Twoje lęki nie wynikają przypadkiem z faktu, że wychodzisz za mąż i się tego boisz? Wczoraj byłaś różową księżniczką, jutro będziesz hmmm… kurką domową, może nie do końca pewną swojego jutra?

    1. W samym małżeństwie widzę coś, o czym zawsze marzyłam i coś, co rozpocznie najszczęśliwszy rozdział w moim życiu. Co prawda boję się tego, by nie stać się tą przysłowiową kurą domową, ale mam świadomość, że mój narzeczony na to nie pozwoli. Kamil za bardzo ceni mój rozwój osobisty, żeby do tego dopuścił. To jest w nim wspaniałe! Także ta kwestia nie stanowi problemu, jest raczej rozwiązaniem moich problemów.

          1. Mam nadzieję, że jesteś świadoma, że Twoja dziennikarska przyszłość zawodowa zależna jest od koniunktury politycznej. Dziękuję za odpowiedzi, życzę szczęścia w małżeństwie.

          2. Dziękuję bardzo.
            Moja przyszłość zawodowa? Być może tak, być może nie. Nic nie jest zależne tylko od jednej kwestii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *